spisał Neilax, Lord of Darkness from Brotherhood of The Sith
"- Sith nie poddaje się Ciemnej Stronie Mocy, on ją kontroluje.
- Aha. Alkoholicy też mówią, że kontrolują picie."
Doktryna Bractwa skonfrontowana z materiałami źródłowymi budzi wiele jak najbardziej zrozumiałych kontrowersji.
Najlepszym przykładem jest luźny cytat, umieszczony przeze mnie jako podtytuł niniejszych przemyśleń. Dotychczasowa
teoria BotS w skrócie mieści się w pierwszej wypowiedzi. Jedi na każdym kroku podporządkowywał się Mocy. Przeciwstawiono
mu Sitha, który "kontroluje".
Smutno to przyznawać, ale teza o kontroli jest moim zdaniem nie do obronienia. Roi się bowiem od pułapek,
nieścisłości i opiera na czysto arbitralnej, subiektywnej ocenie. Co bowiem znaczy "kontrolować"? Najlepiej CSM
kontrolują Jedi, którzy nigdy jej nie użyli. Ci przecież opierają się wszelkim jej podszeptom. Ich kontrola jest
zupełna i obiektywnie nie da się jej nic zarzucić. Bo w końcu użytkowanie tylko Jasnej Strony nie równa się brakowi
pokus z bardziej niebezpiecznej drogi. Najlepiej świadczą o tym niezliczone sceny "kuszeń" przekazywane przez źródła.
Jako zwodziciele i koruptorzy występują tam głównie użytkownicy CSM. Także często ci, którzy winni ją rzekomo
"kontrolować".
Ten, mityczny już na gruncie Bractwa, proces zakłada czysto instrumentalne podejście do Mocy. Ma ona być
jak młotek, który można wziąć, użyć i odłożyć na miejsce. Niestety, taki utylitaryzm jest nierealny. Bierze się to z
faktu nieracjonalnego, mistycznego i niezrozumiałego (często chaotycznego) charakteru Mocy. Nasz "młotek" nie tylko
bowiem wrasta w ciało użytkownika, ale i oddziałuje na jego sposób widzenia świata, psychikę. Koncepcja instrumentalizmu
byłaby realna, gdyby Moc była osobistą siłą danej istoty. Tymczasem ma ona charakter zewnętrzny, niezależny od
użytkownika. Także samo szkolenie nie wystarcza do opanowania jej tajników w praktyce. Pomysł, że ktoś wybrany
(choćby i przez ślepy traf) do władania Mocą uważa się za dowolnie wybierającego - jest nie tyle chybiony, co wprost
poraża bezczelnością! Arogancją wobec siły, która ma rzekomo "spajać i przenikać" wszechrzecz. A skoro nie da się tego
zjawiska sprowadzić do roli niewolnika lub narzędzia choćby - upada fundament utylitarnej tezy o "kontroli".
Istnieje jednakże i inne stanowisko. Charakteryzuje się ono poglądem o walce użytkownika z Ciemną Stroną
jako konstruktem świadomym i co najmniej groźnym, jeśli nie wprost - Złym. Zakłada się więc stałą walkę woli istoty z
pragnieniami czy dążeniami tego jakże antypatycznego aspektu Mocy. Użytkownik ma pasować się z CSM i zwyciężać,
forsując swoje rozwiązania. Ale, ale! Od którego momentu nie są one już jego? Czy to nie znów bezczelność - uznawać,
że siła napędowa wszechświata daje się bezwarunkowo podporządkować woli jakiegoś małego śmiertelnika? A kiedy oszaleje?
Kiedy zacznie siać zło? Pomijając kryjący się tu oczywisty relatywizm, to każdy "kontrolujący" CSM czyni zło. Samo
"kierowane", "opanowane" jej użycie przejawia się w zastosowaniu siły miast perswazji. Tylko do kiedy stosujący ma
pewność, że jego czyny mają motywację wewnętrzną, a nie biorą się z podpowiedzi CSM? Może gdyby nie próbował z nią
igrać, jego decyzja byłaby inna? Jaka jest pewność, że w toku ćwiczenia "kontroli" nie następują zmiany emocjonalne
tak głębokie, że użytkownik chłonie choćby część podszeptów Ciemnej Strony i uznaje za swoje? Odpowiedź brzmi: żadna.
Nie da się tego stwierdzić. Definitywne określenie tego pozostaje w sferze pobożnych i przerażająco naiwnych życzeń.
W tym punkcie warto jeszcze wyodrębnić jeden nurt. Mówi on, że coś takiego jak CSM to po prostu negatywne
instynkty użytkownika jednej i niepodzielnej Mocy, która nie jest ani różowa, ani szara, ani biała, ani czarna. Kolory
i odcienie wyrażane w tezie dwudzielności i "wielodzielnościowych" aberracjach są metaforą dobra i zła w użytkownikach.
Do tego punktu teoria jest gładka, inteligentna, spójna i prawdopodobna. Trudności zaczynają się w momencie powielenia
schematu "kontroli". Tym razem na tapecie mamy emocje negatywne. I tutaj można postawić te same pytania, co odnośnie
"sterowania" CSM jako osobnym konstruktem. Pytania pozbawione racjonalnych, uzasadnionych odpowiedzi. Nie można pozostać
niestety przy tezie o nierozstrzygalności logicznej spraw nielogicznych (a Moc ma charakter jak najbardziej mistyczny i
magiczny). Gdyby tak zrobić, to Sith mogą się upierać, że kontrolują - a ich adwersarze, że są kontrolowani. I obie
strony mają rację, bo każdy myśli co chce. Prawda nie istnieje w tym wypadku obiektywnie. Niczym się więc Sith nie różni
od tzw. "Ciemnych Jedi" - poza wysokim mniemaniem o sobie i dobrym samopoczuciem.
Abstrahując od tego pustego "rozstrzygnięcia", proponuję teorię o unifikacji użytkownika z CSM - czy to
rozumianą jako złowrogi byt, czy negatywną sferę emocji danej istoty. To już pozostaje w gestii osobistych wizji i ma
się w zasadzie nijak do fundamentalnego w tej chwili problemu. Wg tej tezy następuje pogodzenie i przeniknięcie się
intencji użytkownika z dążeniami CSM. Zachodzi harmonia, którą można porównać z idealną Miłością. Pojęcie "kontroli"
jest zatracone i wprost niewyobrażalne. Istnieje tylko jedna Wola, wewnętrzny pęd, realizowany na zewnątrz przez
użytkownika. Nie prowadzi on do sprzeczności i konfliktów między obiema równoprawnymi składowymi. Poddanie jest dwustronne
i na jego gruncie w większości automatycznie podejmowane są decyzje satysfakcjonujące.
Przy tej okazji może paść zarzut odwracania teorii Jedi o "pogodzeniu ze sobą i światem". Otóż Jedi z niczym
nie jest pogodzony! On wciąż i na nowo musi walczyć z wewnętrznym czy zewnętrznym (jak kto woli) złem. Unikać pokus,
zwalczać podszepty. Jest zdecydowany działać wg tego, co jego moralność podpowiada jako dobre. Ale nie jest pogodzony z
sobą jako całością, skoro musi zwalczać instynkty, które uważa za negatywne. Istota faktycznie pogodzona z sobą nie
dokonuje aksjologicznej analizy wyjść. Nie skreśla żadnego z rozwiązań, rozpoznaje wielostronnie jego wartość i wybiera
to, które uzna za stosowne. Akceptuje je i jego konsekwencje. Nie działa wbrew sobie ani nie traktuje wystąpienia
czegoś co ocenia negatywnie jako pokusy. Oczywiście, występuje tu kwestia innej niż u Jedi moralności (która z kolei
sama jest różna od pewnego zbiorowego rysu moralności ogółu istot Galaktyki). Jednak nie aksjologia jest najważniejsza.
To raczej uznanie, że pewien zakres celów sankcjonuje użycie pewnego zakresu środków.
Co do konfliktu, to wyraża się on w rozbieżności między spełnianymi czynami a ich aksjologicznymi ocenami.
Dyskusyjny zdaje się tu przypadek Dartha Vadera - często przyjmowany jako przykład "nawrócenia" na Jasną Stronę.
Zabawne, że zabójstwo uważa się za przejaw powrotu do szlachetności. Nikt jakoś nie zauważa, że Vader wcześniej nie
chciał zabić syna i potem przed śmiercią właśnie go bronił. Chętnie widzi się zwycięstwo dobra nad złem zamiast po
prostu konfliktu lojalności - wobec rodziny i wobec mentora. Nigdzie nie jest powiedziane, że Lord Vader żałował
kiedykolwiek tego, co czynił wcześniej. Jedyne, co można wynieść z lektury źródeł, to zdecydowane zwycięstwo lojalności
wobec swojej krwi.
Należy zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Po pierwsze - granicą między tym, co dawniej zwało się "kontrolą" a
"poddaniem się" jest obłęd - kiedyś tylko jedna z możliwości przy "poddaniu się". Szaleństwo wg tezy unifikacji
bierze się z zewnętrznych sprzeczności i konfliktów nie do końca zespolonych woli. Mogło także zaistnieć przed
zespoleniem. Wynik jest ten sam i wypada go uznać za tożsamy z dawnym "popadnięciem w CSM". Szaleniec realizuje bowiem
na przemian różne wole bądź tylko tę, którą będzie wprowadzał w życie na ślepo i bez oglądania się na kogokolwiek innego.
Takie szaleństwo objawia się drapieżnym i nieskazitelnym w swej czystości egoizmem.
Drugą sprawą wymagającą komentarza jest psychiczne przygotowanie do zespolenia. Użytkownik musi mieć świadomość
i w pełni akceptować to, co robi, przynajmniej podświadomie. Użycie CSM wbrew sobie, jako ostatniej, niechcianej deski
ratunku - lub w odruchu bezmyślnej rozpaczy - to droga do sprzeczności. Te zaś zawiodą do rezygnacji z CSM lub do
sprzeczności. Tak więc przyszły świadomy użytkownik musi mieć inklinacje do stosowania lub akceptowania rozwiązań
siłowych, przynajmniej w pewnych granicach. A takie nierozerwalnie wiążą się z CSM, obojętnie jak rozumianą.
Jako przykład osoby podatnej na "zejście się" z Ciemną Stroną może dobrze służyć Exar Kun. Gniewny, dumny,
początkowo próżny i napuszony - przyjął ją jako jedyny ratunek, wbrew sobie. Sprzeczność wewnętrzna odebrała mu
zdolność do normalnego użytkowania Mocy poza stanem gniewu. Dopiero akceptacja CSM i obranie celu - wskrzeszenia
Sith - przywróciło na dobre równowagę wewnętrzną. Zapewniło mu mistrzostwo w użytkowaniu Mocy i uczyniło niemal
dosłownie - nieśmiertelnym. Nie można też przemilczeć, że w pewien sposób mocno uszlachetniło jego charakter,
niwelując wady, biorące się z rozbuchanego dawniej ego.
Pozostaje jeszcze sprawa rozerwania więzi. Rzecz to niezwykle istotna, a popierające ją dowody źródłowe
przemawiają na korzyść teorii zjednoczenia. Rozerwanie więzi jest zawsze bolesne i ma dramatyczne konsekwencje. Wola
znika i wszelkie motywowane nią decyzje mogą się jawić złymi. Dochodzi do tego ogólna apatia i przygnębienie.
Doskonałym przykładem jest Ulic Qel-Droma, odcięty od Mocy na zawsze. Prawdopodobnie było to dla niego dodatkowym,
zdecydowanie nadmiernym ciosem i już przypadkowe zabójstwo brata dość mocno naruszyło więź. Warto jednak podkreślić,
że nastąpiło ono w amoku i powodowane czystą, nieopanowaną wściekłością.
Teoria zjednoczenia użytkownika z Ciemną Stroną, jakkolwiek rozumianą, pozwala wciąż zbijać argumenty o
Sithach jako morderczych szaleńcach, wykonujących polecenia złowrogiego, zewnętrznego bytu. Jednocześnie odrzuca
niedookreśloną "kontrolę". Nie ma po prostu czegoś takiego jak dwa osobne byty czy części (jeśli przyjąć CSM jako
negatywną stronę psychiki). Następuje całkowite zlanie się ich w jedno. Wyjaśnia to też częste konflikty między
wszelkimi użytkownikami CSM. Po prostu, nawet będąc z nią zjednoczeni - w jakiś sposób pozostają sobą i mają własne,
indywidualne dążenia. Zdaje się też dawać dość prawdopodobne wytłumaczenie zachowania Ulica Qel-Dromy. I - nade
wszystko - wytrąca z ręki argument zwolennikom tezy o "nawróceniu" Lorda Vadera.
|